Czy mój problem jest wystarczająco poważny, żeby iść do psychologa?
Najczęstsza bariera przed pierwszym telefonem. Dlaczego nie istnieje próg powagi, skąd bierze się to pytanie i co zrobić, gdy nie umiesz nazwać, co Ci dolega.
10 min czytania

Nie istnieje próg powagi, od którego dopiero wypada iść do psychologa. Jeśli coś męczy Cię na tyle, że rozważasz kontakt, to wystarczający powód. Nie potrzebujesz diagnozy ani umiejętności nazwania tego, co się dzieje. Jeśli po czterech do sześciu tygodni nic się nie zmienia, dalsze czekanie przestaje pomagać. Konsultacja może też zakończyć się ustaleniem, że pomoc nie jest potrzebna.
To zdanie pada na konsultacjach częściej niż jakiekolwiek inne. Czasem w formie pytania, czasem jako przeprosiny na wejściu, w rodzaju „pewnie ma pani poważniejsze przypadki”.
Odpowiedź jest prosta, choć trudna do przyjęcia, dopóki się jej nie usłyszy na głos. Nie istnieje próg, od którego dopiero wypada przyjść. Jeśli coś męczy Cię na tyle, że rozważasz kontakt z psychologiem, to jest wystarczający powód. Samo rozważanie jest już informacją.
Skąd bierze się to pytanie
Zwykle z porównywania. Ktoś stracił bliską osobę, ktoś choruje, ktoś ma znacznie trudniej. Na tym tle własne trudności wydają się nie dość ważne, żeby zajmować nimi czyjś czas.
Problem z tym rozumowaniem jest taki, że cierpienie nie działa jak kolejka, w której trzeba czekać na swoją kolej. To, że komuś jest gorzej, nie sprawia, że Tobie jest dobrze.
Czasem w tym pytaniu jest coś jeszcze, czyli obawa, że po opowiedzeniu wszystkiego okaże się, że nic tam nie ma. Że problem zniknie w kontakcie z kimś z zewnątrz i zostanie tylko wstyd. W praktyce dzieje się odwrotnie. Rzeczy, które w głowie wyglądają na drobne, w rozmowie okazują się zwykle mieć wyraźny kształt.
Powody, z którymi ludzie realnie przychodzą
Nie tylko kryzysy. Bardzo często:
„Od kilku miesięcy nic mnie nie cieszy, choć obiektywnie wszystko jest w porządku.”
„Znów trafiłam na tę samą osobę w innej postaci.”
„Nie wiem, czego chcę, i to zaczyna mi przeszkadzać.”
„Jestem ciągle napięty, choć nie umiem wskazać powodu.”
„Chcę zrozumieć, dlaczego reaguję tak, a nie inaczej.”
Żaden z tych powodów nie jest dramatyczny i każdy z nich jest wystarczający. Jeśli chcesz zobaczyć, co z tego dotyczy Ciebie, odpowiedz na kilka pytań do siebie. Zajmie to około 3 minut.
Kiedy nie warto czekać
Są jednak sytuacje, w których odkładanie kontaktu ma realny koszt. Warto umówić się szybciej, jeśli:
trudny stan utrzymuje się od kilku tygodni i nie zmienia mimo zmiany okoliczności,
zmienił się sen albo apetyt,
zaczynasz unikać pracy, ludzi albo wychodzenia z domu, czyli rzeczy, które wcześniej były zwyczajne,
sięgasz po alkohol albo inne substancje, żeby zmniejszyć napięcie,
pojawiają się myśli o tym, że nie chce Ci się żyć. Wtedy nie czekaj na wolny termin, tylko zadzwoń pod 800 70 2222 albo, przy bezpośrednim zagrożeniu, pod 112.
Nie musisz wiedzieć, od czego zacząć
To zdanie słyszę na pierwszych spotkaniach najczęściej i jest zupełnie w porządku. Nie musisz mieć gotowego opisu problemu ani listy objawów. Rozmowę pomaga prowadzić psycholog, a sama próba nazwania, dlaczego się zgłaszasz, jest już częścią pracy.
Konsultacja jest po to, żeby się zorientować, nie żeby zdać egzamin. Obejmuje zwykle trzy do czterech spotkań i może zakończyć się na kilka sposobów. Może to być propozycja regularnej psychoterapii, krótszej formy wsparcia, skierowanie do innego specjalisty albo ustalenie, że dalsza pomoc nie jest w tej chwili potrzebna. Ostatni wynik też jest dobrym wynikiem.
Skąd bierze się przekonanie, że trzeba zasłużyć
To pytanie rzadko dotyczy tylko terapii. Zwykle jest wersją czegoś szerszego, czyli przekonania, że własne potrzeby wymagają uzasadnienia, a zajmowanie czyjegoś czasu trzeba czymś okupić.
Takie przekonanie zwykle jest starsze niż obecna sytuacja. Bywa pozostałością po domu, w którym uwagę dostawało się za konkretne powody, albo po latach bycia tą osobą, która radzi sobie sama. Rozpisałam to w tekście o niskiej samoocenie.
Warto zauważyć rzecz nieoczywistą. Samo to pytanie bywa dobrym materiałem na pierwszą sesję. Nie jest przeszkodą przed terapią, tylko czymś, czym można się w niej zająć.
Trzy najczęstsze obawy pod tym pytaniem
„Okaże się, że nic mi nie jest, i będę się wstydzić.” W praktyce zdarza się to rzadko. Rzeczy, które w głowie wyglądają na drobne, w rozmowie zwykle nabierają kształtu. A nawet jeśli konsultacja zakończy się ustaleniem, że regularna praca nie jest potrzebna, to jest użyteczna informacja, nie kompromitacja.
„Zajmę miejsce komuś, kto potrzebuje bardziej.” Terminy nie są przydzielane według rankingu cierpienia. Rezygnując, nie pomagasz nikomu, a jedynie odkładasz własną sprawę.
„Nie umiem tego opisać, więc pewnie nie ma czego opisywać.” Odwrotnie. Trudność w nazwaniu bywa jednym z najczęstszych powodów zgłoszeń i sama w sobie jest informacją.
Jak wygląda konsultacja, gdy nie masz konkretnego problemu
To częsty scenariusz i nie wygląda wcale inaczej niż przy problemie wyraźnie zarysowanym.
Zaczyna się od tego, co Cię skłoniło, żeby się odezwać właśnie teraz. Nawet gdy odpowiedź brzmi „nie wiem, po prostu od kilku miesięcy jest ciężko”, jest to punkt wyjścia. Potem rozmawiamy o tym, jak wygląda Twoje życie, o pracy, relacjach, śnie i o tym, co się powtarza. Zwykle po dwóch, trzech spotkaniach obraz zaczyna się układać, także dla Ciebie.
Konsultacja obejmuje trzy do czterech spotkań i nie zobowiązuje do niczego więcej. Możesz na każdym etapie powiedzieć, że nie chcesz kontynuować.
Odkładanie ma swoją cenę
Nie piszę tego, żeby wywołać presję, tylko dlatego, że to obserwacja, która powtarza się w gabinecie.
Trudności rzadko stoją w miejscu. Lęk, którego się unika, zwykle rozszerza obszar unikania. Konflikt, o którym się nie mówi, zwykle utrwala sposób funkcjonowania wokół niego. Po kilku latach odkładania pracy jest zwykle więcej, nie mniej, bo doszły warstwy zbudowane wokół pierwotnej sprawy.
To nie znaczy, że trzeba działać natychmiast. Znaczy tylko, że „poczekam, aż się pogorszy na tyle, żeby to było uzasadnione” jest strategią kosztowną.
Co, jeśli ktoś Cię do tego namawia
Bywa i tak, że pytanie o powagę problemu pojawia się dlatego, że to ktoś inny zauważył zmianę. Partner, rodzic, przyjaciel.
Warto potraktować to poważnie, nawet jeśli sam nie widzisz sprawy. Osoby z zewnątrz często zauważają zmianę wcześniej, zwłaszcza w obniżeniu nastroju, gdzie zmiana bywa stopniowa i przez to niewidoczna od środka. Nie musisz się z tą oceną zgadzać, żeby przyjść i sprawdzić.
„Poczekam, może samo minie”
To najczęstsza alternatywa dla umówienia się i czasem jest trafna. Wiele trudnych stanów rzeczywiście mija po zmianie sytuacji, po przespanym miesiącu albo po zakończeniu trudnego okresu w pracy.
Warto tylko ustawić sobie granicę czasową, zamiast czekać bezterminowo. Sensowna zasada brzmi tak. Jeśli po czterech do sześciu tygodni nic się nie zmienia mimo zmiany okoliczności, czekanie przestaje być strategią, a zaczyna być odkładaniem.
Co powiedzieć przy zapisie
Zaskakująco wielu ludzi blokuje drobnostka, czyli pytanie, co właściwie napisać albo powiedzieć, umawiając wizytę.
Wystarczy jedno, dwa zdania. „Chciałabym umówić konsultację, od kilku miesięcy gorzej sypiam i jestem ciągle napięta.” Albo po prostu „Chciałbym umówić konsultację.” Nie trzeba opisywać sprawy, nie trzeba jej nazywać i nikt nie będzie o to dopytywał przez telefon.
Przy rezerwacji online jest jeszcze prościej, bo wybierasz termin i zostawiasz kontakt. Reszta jest już na spotkaniu.
Gdy powodem jest jedno konkretne wydarzenie
Bywa, że pytanie o powagę pojawia się przy sprawie z pozoru zamkniętej, na przykład przy rozstaniu sprzed roku, zmianie pracy, przeprowadzce albo wydarzeniu z dzieciństwa, o którym „przecież już dawno nie myślę”.
Warto wiedzieć, że upływ czasu sam w sobie niczego nie rozstrzyga. To, że coś wydarzyło się dawno, nie znaczy, że zostało przeżyte. Zdarza się, że sprawa sprzed lat wraca dopiero wtedy, gdy życie się uspokoi na tyle, żeby było na nią miejsce.
To także nie wymaga uzasadnienia. „Chcę porozmawiać o czymś, co było dawno, i nie wiem, czemu wraca” jest pełnoprawnym powodem konsultacji.
Jedno zdanie na koniec
Jeśli po przeczytaniu tego tekstu nadal się wahasz, spróbuj odwrócić pytanie. Zamiast „czy to wystarczająco poważne, żeby przyjść”, zapytaj, co stracisz, jeśli przyjdziesz i okaże się, że nie było trzeba. Zwykle odpowiedź jest prosta. Jedno spotkanie i jego koszt.
Kiedy wystarczy rozmowa z bliskimi
Nie każda trudność wymaga specjalisty i uczciwie trzeba to powiedzieć.
Wsparcie bliskich zwykle wystarcza wtedy, gdy trudność ma wyraźną, zewnętrzną przyczynę, gdy jest przejściowa i gdy mimo niej funkcjonujesz. Rozmowa z przyjacielem po nieudanej rekrutacji, po kłótni, po trudnym tygodniu ma swoją wartość i nie trzeba jej zastępować gabinetem.
Różnica pojawia się w kilku miejscach. Bliscy są zaangażowani, więc trudno im być bezstronnymi; mają własny interes w tym, żebyś podjął taką, a nie inną decyzję. Zwykle też chcą przede wszystkim, żebyś poczuł się lepiej, co prowadzi do pocieszania zamiast rozumienia. I wreszcie są pewne rzeczy, których nie mówi się osobom, z którymi się żyje, właśnie dlatego, że się z nimi żyje.
Gabinet daje to, czego relacje prywatne dać nie mogą. To bezstronność, brak konsekwencji dla relacji i pewność, że to, co powiesz, nie wróci do Ciebie przy innej okazji.
Cztery mity, które zatrzymują ludzi
„Do psychologa chodzą osoby chore psychicznie.” Zdecydowana większość osób w gabinetach nie ma żadnej diagnozy psychiatrycznej. Przychodzą z kryzysami, z relacjami, z pytaniami o siebie.
„Sam powinienem sobie poradzić.” To przekonanie kosztuje najwięcej i najczęściej dotyczy osób, które przez lata były oparciem dla innych. Warto zauważyć, że nikt nie stosuje tej zasady do dentysty.
„Terapia to rozgrzebywanie przeszłości.” Punktem wyjścia jest zawsze teraźniejszość. Przeszłość pojawia się wtedy, gdy okazuje się potrzebna do zrozumienia tego, co dzieje się dziś.
„Wystarczy się wygadać.” Gdyby wystarczało, problem rozwiązywałaby każda dłuższa rozmowa. Praca terapeutyczna nie polega na opowiadaniu, tylko na rozumieniu tego, co się powtarza.
Co, jeśli boisz się, że zostaniesz oceniona lub oceniony
To jedna z najczęstszych obaw i warto ją nazwać wprost, bo zwykle dotyczy czegoś konkretnego. Rzeczy, o której nigdy nikomu nie powiedziałaś, decyzji, której się wstydzisz, myśli, która wydaje się nie do przyjęcia.
Praca terapeutyczna opiera się na zasadzie bezstronnej życzliwości. Nie chodzi o to, żeby terapeuta wszystko akceptował, tylko o to, że jego zadaniem nie jest ocena, lecz zrozumienie. Wszystko, co powiesz, objęte jest tajemnicą zawodową, a wyjątki od niej są ściśle określone prawem i dotyczą wyłącznie sytuacji zagrożenia życia.
Nie musisz też mówić wszystkiego od razu. Możesz powiedzieć, że „jest coś, o czym jeszcze nie umiem mówić”. To zdanie jest w gabinecie w pełni dopuszczalne i samo w sobie bywa początkiem.
Jak wygląda pierwsze pięć minut
Skoro największą barierą bywa niepewność, warto ją zdjąć.
Wchodzisz, siadasz, dostajesz pytanie w rodzaju „co Panią do mnie sprowadza” albo „od czego chciałaby Pani zacząć”. Nie ma formularzy do wypełnienia na miejscu, nie ma testów, nie ma oceny. Jeśli nie wiesz, jak zacząć, można zacząć właśnie od tego.
Co, jeśli byłam już w terapii i nie pomogło
To osobny powód do wahania i wart oddzielnego potraktowania.
Nieudana wcześniejsza próba nie oznacza, że terapia nie działa. Najczęstsze przyczyny są konkretne. Niedopasowanie do konkretnej osoby, zbyt rzadkie spotkania, zła metoda do danego problemu, moment życiowy, w którym nie było na to zasobów, albo nierozpoznana kwestia wymagająca leczenia psychiatrycznego.
Warto powiedzieć o tym na pierwszej konsultacji, i to możliwie konkretnie. Ile trwała praca, jak wyglądała, w którym momencie się skończyła i co Twoim zdaniem nie zagrało. To jedna z bardziej użytecznych informacji na start.
Wiek nie jest przeszkodą
Dwa przekonania blokują ludzi z przeciwnych stron.
„Jestem za młody, to normalne kłopoty w moim wieku.” Dwudziestolatkowie zgłaszają się z tematami, które są bardzo realne, takimi jak wchodzenie w dorosłość, pierwsze poważne relacje, presja wyborów czy oddzielanie się od rodziny.
„Jestem za stary, w moim wieku się już nie zmienia.” To nieprawda i wiadomo to zarówno z badań, jak i z praktyki. Zmiana bywa wolniejsza, ale jest możliwa w każdym wieku, a osoby starsze przychodzą często z tematami bilansu, straty i sensu, na które nie ma miejsca gdzie indziej.
Momenty, w których ludzie zgłaszają się najczęściej
Warto je znać, bo bywają rozpoznawalne.
Po rozstaniu albo rozwodzie, zwłaszcza gdy scenariusz się powtarza.
Po narodzinach dziecka, gdy odżywają wątki własnego dzieciństwa.
Po stracie bliskiej osoby.
Przy zmianie etapu, takiej jak koniec studiów, awans czy przejście na emeryturę.
Gdy dziecko wychodzi z domu i para zostaje sama.
Po diagnozie choroby, własnej albo w rodzinie.
Bez żadnego wydarzenia, gdy narasta poczucie, że coś jest nie tak.
Ostatni punkt jest równie ważny jak pozostałe.
Najważniejsze w skrócie
Nie istnieje próg powagi, od którego dopiero wypada przyjść. Jeśli coś męczy Cię na tyle, że rozważasz kontakt, to jest wystarczający powód, a samo rozważanie jest już informacją.
Nie musisz mieć diagnozy, gotowego opisu ani umiejętności nazwania tego, co się dzieje. Trudność w nazwaniu jest jednym z częstszych powodów zgłoszeń.
Nie warto czekać bezterminowo. Jeśli po czterech do sześciu tygodni nic się nie zmienia mimo zmiany okoliczności, czekanie przestaje być strategią.
Konsultacja obejmuje trzy do czterech spotkań i może zakończyć się także ustaleniem, że dalsza pomoc nie jest potrzebna. To również dobry wynik, nie kompromitacja.
Jedna rzecz na koniec
Zauważ, że gdyby chodziło o ciało, nie zadawałabyś sobie tego pytania. Nikt nie zastanawia się, czy ból zęba jest wystarczająco poważny, żeby pójść do dentysty, ani czy wypada zajmować mu czas czymś, co pewnie samo przejdzie.
Próg powagi, który stosujesz wobec siebie w tej jednej dziedzinie, jest przeniesiony skądinąd. I to też jest coś, czemu warto się kiedyś przyjrzeć.
Co dalej
Jeśli to pytanie wraca do Ciebie od dłuższego czasu, samo w sobie jest już odpowiedzią. Możesz umówić konsultację online albo zadzwonić do gabinetu na Targówku, przy metrze Trocka. Na czym polega samo spotkanie, opisałam na stronie konsultacji psychologicznej, a jej koszt w cenniku.
Jeśli wolisz najpierw wiedzieć, jak wygląda pierwsze spotkanie, opisałam je krok po kroku w tekście o pierwszej wizycie u psychologa.
O autorce

O autorce
Agnieszka Rybicka-Bulska
psycholog, psychoterapeutka psychoanalityczna
Od wielu lat towarzyszę osobom dorosłym i młodzieży w zaburzeniach nastroju, lękowych, kryzysach życiowych i trudnościach psychosomatycznych. Pracuję w nurcie psychoanalitycznym, w gabinecie na warszawskim Targówku, tuż przy stacji metra Trocka.
- Psychoterapeutka psychoanalityczna
- Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i SWPS
- Członkini Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego
- Członkini Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej
- Regularna superwizja
Najczęstsze pytania
Nie. Konsultacja jest właśnie po to, żeby wspólnie zorientować się w sytuacji. Nie musisz przychodzić z gotowym opisem problemu ani z żadnym rozpoznaniem.
To dobry wynik konsultacji, nie porażka. Czasem kończy się ona ustaleniem, że wystarczy krótka forma wsparcia albo że pomoc nie jest w tej chwili konieczna.
Tak. Wiele osób zgłasza się nie w kryzysie, tylko z pytaniem o siebie, o to, czego chcą i dlaczego wciąż powtarza się to samo. To pełnoprawny powód.
Nie, to bardzo częsty początek. Sama próba opisania, dlaczego się zgłaszasz, jest już częścią pracy i rozmowę pomaga prowadzić psycholog.